|
Gazeta: Robert Biedroń chce bronić wrocławskiego geja zwolnionego z urzędu miasta
|
Agnieszka Czajkowska: W jaki sposób chce Pan wesprzeć germanistę?
Robert Biedroń z Kampanii Przeciw Homofobii: Ten tekst mnie bardzo poruszył, szczególnie, że bohater zdecydował się ujawnić swoje nazwisko. Podziwiam go za odwagę, bo to w Polsce rzadkie zjawisko. W naszym stowarzyszeniu jest grupa prawna, która jest w stanie pomóc osobom takim, jak Janusz Boguszewicz. Udzielamy bezpłatnych porad, uczestniczymy w procesach. Niedawno pomagaliśmy w podobnej sprawie w Płocku. Nauczyciel wyleciał z pracy, bo jego szef dowiedział się, że jest homoseksualistą. Ten człowiek poszedł do sądu, wspieraliśmy go jako obserwatorzy społeczni. Współpracujemy też z Helsińską Fundacją Praw Człowieka, która zajmuje się monitorowaniem podobnych przypadków dyskryminacji.
Czy zgłasza się do Was wiele osób, które sądzą, że zwolniono je z pracy z powodu orientacji seksualnej?
W Polsce takich przypadków jest, niestety, bardzo dużo. Dlatego 99 procent gejów i lesbijek w pracy ukrywa swoją orientację. Są po prostu niewidoczni. Jeśli ich wyrzucą, to nie dochodzą swoich praw, bo boją się, że w przyszłości nikt ich nie zatrudni. Przychodzi pani do jakiejś firmy i pyta na recepcji, czy pracuje tu gej. Nie wskażą pani takiej osoby. To najbardziej jaskrawy przykład dyskryminacji, jaka panuje w tym kraju. Heteronormatywny świat zmusza osoby homoseksualne do ukrywania się. Teraz zajmujemy się sprawą lesbijki, którą szefowa wyrzuciła z pracy w przedszkolu. I to się dzieje w Warszawie, a nie gdzieś na prowincji.
W jaki sposób udowodnić, że ktoś wyleciał z pracy, bo był gejem, a nie np. słabym pracownikiem?
W Polsce obowiązuje dyrektywa Unii, która mówi o zakazie dyskryminacji w zatrudnieniu m.in. ze względu na orientację seksualną. Tam jest taki wpis o tzw. ciężarze dowodu, który ułatwia dochodzenie swoich praw. Przed sądem to pracodawca musi udowodnić, że kogoś zwolnił z powodów merytorycznych, a nie z powodu jego orientacji. Zasady te są przeniesione do naszego kodeksu pracy. Może się zdarzyć, że ktoś wykorzystuje swój homoseksualizm, żeby coś wywalczyć. Ale jeśli szef mówi o swoim podwładnym per "ten pedał" to poważna sprawa. Boguszewicz miał podstawy, żeby się sądzić z pracodawcą.
rozmawiała Agnieszka Czajkowska
http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3482742.html |
|
|
|